Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

W 2014r. rozwiodłam się bez orzekania o winie, choć stosował przemoc wobec mnie i Córki. Wyrzucał nas z domu, obrażał, poniżał, odizolowywał od rodziny, groził nożem. Zostawiał nas bez środków do życia i nie zajmował się dzieckiem. Kiedy podupadłam na zdrowiu i nie mogłam sprawować opieki nad niespełna rocznym dzieckiem to odpowiadał, że "to mój problem".

Po niecałych trzech miesiącach od rozwodu mój były mąż założył mi sprawę o ukaranie mnie gigantyczną karą grzywny w wysokości 1000 zł za każdy niezrealizowany kontakt. Sprawę założył w niewłaściwym rejonie, z brakiem kompletu dokumentów, aby przedłużać okres rozpoczęcia sprawy. Należy podkreślić, że mój były mąż po jednym weekendzie z nocą w lipcu 2014r. nie wstawiał się na kontakty przez prawie 10 miesięcy. Ojciec dziecka wykręcał się nieskończonymi projektami, dużym nawałem pracy itp. Sprawa pod sygn akt ....../14 odbyła się w maju 2015r. i nie nałożono na mnie grzywny ok 50 000 zł. Od kiedy X dowiedział się, że dziecko uczestniczy w terapii, po której zaczyna otwierać się i nie ukarano mnie gigantyczna karą grzywny, zaczął egzekwować wyrok sądu dot. kontaktów z naszą Córką. Jednocześnie podając nieprawdę, że utrudniam mu kontakty z dzieckiem, które nie chce się spotykać z tatą. Do psychologa udałam się, bo Córka zachowywała się niewłaściwie, żeby nie napisać nienormalnie, po kontaktach z ojcem. Córka rysując rodzinę tylko tacie rysowała "ogon" między nogami (rysunki mogę udostępnić). Rozebrała lalkę, którą nigdy się nie bawiła i obfotografowywała gołą pupę, "bo tata tak mi robił". Z detalami opowiadała jak "tata wymieniał bateryjki w kamerze z Panem Y" i robili te zdjęcia. "Tatuś robił biały klej, robił fontannę i osikiwał mnie", "wkładał mi węża do buzi takiego dużego węża, że dusiłam się". Nie pozwalała się dotykać, o kąpieli nie wspominając. Wyrywała sobie włosy. Zawiązywała sobie wokół szyi pasek i zaciskała go. Bardzo często wybiegała na ulicę pod rozpędzony samochód. Wybierała sobie najgorsze kanty w domu, aby obijać głowę i wiele innych zachowań autoagresywnych, agresywnych, koszmary nocne, nietrzymanie moczu, które można jeszcze wymieniać.

Potrzebna była kilkuletnia terapia psychologa, aby Córka otworzyła się i opowiedziała o sekrecie "to taka tajemnica, którego nikomu ani nic się nie mówi" oraz "bo mama pójdzie do więzienia". Córka, również pokazywała na lalce, w jaki sposób tata bił i ciągał za uszy oraz jakich przedmiotów do tego używał. Podczas badań przez biegłego psychologa (rejestrowanych kamerą) Córka powiedziała, że "nie chce rozmawiać, bo boi się taty".

Pomimo toczącej się sprawy w Prokuraturze Rejonowej, odrzucano moje wnioski o zabezpieczenie małoletniej i w tym czasie ukarano mnie 6000 zł kary grzywny za niewydawanie dziecka ojcu sygn akt. ....../16. Nie wzięto pod uwagę, że większość kontaktów odbyło się ale u mnie w domu bez możliwości zabierania Córki, a po badaniach w OZSS (RODK), lecz przed badaniami przez biegłego wyznaczonego przez prokuraturę, mój były mąż żądał tylko wydania dziecka. Nie miały dla niego znaczenia urodziny czy inne uroczystości świąteczne - tylko wydaj dziecko. Postawiono mnie w bardzo trudnej sytuacji, bo przy zarzutach przemocy fizycznej, emocjonalnej i seksualnej jak mogłabym wydawać małe dziecko. Jeśli wydawałabym to Sędzia o czym mnie informował zabrałby mi Córkę, bo wiedziałam i nie sprzeciwiłam się przemocy. Natomiast sprawy nie wyjaśniono i ograniczono mi władzę rodzicielską, bo nie wydawałam dziecka ojcu i od 16.01.2018r. mieszka z nim. Dopuszczono rażących zaniedbań polegających np. na nie odtworzono nagrań rozmów i filmików zachowań dziecka, nie przesłuchano świadków.

Dnia 11.12.2017r. dwóch niezależnych psychologów złożyło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 200 i 207 kk przez ojca nad małoletnią Córką. Nadmieniam, że Sąd powierzył wyłączną opiekę nad naszym dzieckiem ojcu, który jest podejrzany o niedozwolone czyny. Powierzenie mu władzy rodzicielskiej nie miało nic wspólnego z dobrem Córki. Powodem było niewydawanie przeze mnie dziecka ojcu, którego Córka wskazywała jako oprawcę przemocy emocjonalnej, fizycznej i seksualnej. Od ponad roku moje kontakty odbywają się dwa razy w tygodniu po 1,5 godziny pod ścisłą kontrolą ojca lub jego konkubiny. Mój były mąż uniemożliwia mi kontaktów telefonicznych z Córką i w ogóle nie mogę do niej dzwonić. Moi rodzice, z którymi się wychowywała i mieszkałyśmy u dziadków od rozwodu, również mają utrudniane kontakty. Ojciec tłumaczy to, że "oderwał dziecko od skażonego świata". Niedawno odbyło się przesłuchanie Córki w sądzie rodzinnym, na które zaprowadził ją ojciec i zeznała wszystko czego od niej oczekiwał. Żaden psycholog nie zadał sobie jakiegokolwiek trudu, aby zweryfikować niniejsze informacje.

Sytuacja obecnie jest absurdalna. Toczy się postępowanie w Prokuraturze, na badania przez psychologa biegłego, Córkę ma zaprowadzić ojciec, którego niejednokrotnie wskazywała jako oprawcę przemocy. Ojciec jako rodzic sprawujący władzę rodzicielską również został poinformowany o toczącym się postępowaniu i daje się mu kolejne szanse do manipulacji. Czy małoletnia otworzy się i wskaże oprawcę w takich okolicznościach?

Prosiłam o zabezpieczenie dobra, życia a przede wszystkim praw siedmioletniego dziecka, które nie jest w stanie samo się obronić, lecz każdy jest głuchy na krzyk o pomoc. Jestem bezsilna wobec instytucji, które powinny stać na straży praw najmłodszych.

Moje dziecko ma do mnie ogromny żal. Kiedy widzę, że Córka ma siniaki na twarzy albo na ciele odpowiada mi: "nie pytaj" albo pyta konkubiny "co mam odpowiedzieć". Ojciec podsyca i manipuluje dzieckiem podając nieprawdziwe rzeczy, aby utwierdzić Córkę, że „mama kłamie” i próbuje ją utwierdzać w przekonaniu, że jej nie chcę, a jedynie może liczyć na „drugą mamę”, czyli konkubinę.

Na podstawie własnych doświadczeń podnoszę o niezbędne zmiany. Nie dopuszczalne jest, aby prawa ojca były nadrzędne nad prawami dziecka i matki. Absurdalne jest, aby dziecko, które wskazuje oprawcę przemocy musi się z tą osobą spotykać, być pod wyłączna opieką, czy też w związku z tym nakładać kary grzywny na drugiego rodzica. Na własnym przykładzie wskazuję, że jest to dobry sposób na zarabianie pieniędzy czy kolejną formą przemocy wobec kobiety. Sama tego doświadczałam i doświadczam. Trzykrotnie poddawałam się badaniom przez lekarza psychiatrę, bo kiedy mojemu byłemu mężowi wyczerpały się argumenty i hipotezy, iż dziecko konfabuluje, z całą siłą kieruje na mnie swoje ataki. Przez ponad cztery lata zainicjował większość spraw sądowych. Dzisiaj mam ogromne długi, nie dlatego, że żyje ponad stan. Tylko i wyłącznie dlatego, że tuż przed rozwodem były mąż odgrażał się, iż „przeciągnie mnie po wszystkich salach i pokojach sądowych” i „zobaczę co to piekło”. Tego typu przykładów jest niestety więcej.

Proszę o pomoc dla Córki.

Wiele doświadczyłam przez ostatnie lata, nawet mój prawnik twierdził, że jestem, jak papierek lakmusowy, bo na przykładzie mojej sprawy, widać wszystkie luki w systemie. Pozwolę sobie przedstawić, co moim zdaniem nie działa i wymagałoby naprawy:

  1. Nie istnieje coś takiego, jak porwanie rodzicielskie. Na policji nie chciano przyjąć ode mnie zgłoszenia, dowiedziałam się, że orzeczenie sądu o miejscu pobytu dziecka nie ma znaczenia, bo policja orzeczeń sądu nie egzekwuje, prokuratura też nie, rodzic który nie ma odebranych praw do dziecka może je w każdej chwili zabrać gdzie chce, a ten drugi rodzic, jeśli chce wiedzieć, gdzie dziecko przebywa to musi je sobie znaleźć sam.
  2. Rzecznik Praw Dziecka nie ma zbyt wielkich uprawnień, może się przyłączyć do sprawy i zadawać pytania. Nie może nic kazać policji, prokuraturze czy sędziemu. A czasem by się przydało – żeby ktoś nie zaangażowany w konflikt mógł coś dobrego dla dziecka zrobić.
  3. Ucieczka instytucji i służb od tematu przemocy w rodzinie. Niestety, ale spotkałam się z lekceważeniem ze strony policji (standardem jest odmowa przyjmowania zgłoszenia, a jak człowiek nie da się odesłać, to sprawa jest umarzana, na podstawie zeznań drugiej strony, która twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca).

Od prokuratora, w uzasadnieniu umorzenia, dowiedziałam się, że zachowania byłego męża polegające min na zastraszaniu mnie (za liczne sms do mnie, w tym sugerujące zbiorowy gwałt, namawianie mnie do samobójstwa, że sprawi, ze wszyscy się ode mnie odsuną, sprowadzaniu do pozostającego we współwłasności mieszkania pijanego, obcego mężczyzny, który mi groził, były mąż dostał nieprawomocny wyrok za stalking) nie noszą znamion znęcania psychicznego, ponieważ brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa, działania byłego męża są usprawiedliwione istnieniem konfliktu pomiędzy nim a mną i stanowią „wzajemne dokuczanie nie odbiegające od zachowań, jakie często mają miejsce w tego rodzaju konfliktach rodzinnych”.

  1. Zdarzyło się, że były mąż zaatakował mnie fizycznie w szkole dziecka, przy nauczycielce, dzieciach i innych rodzicach. Nie zareagował NIKT. Nikt nie spytał, czy może mi jakoś pomóc. To jest problem. Kiedy mężczyzna wyzywa kobietę, bije ją, szarpie, wszyscy udają, że tego nie widzą. Co zrobiła prokuratura z moim zawiadomieniem o tym ataku? NIC.
  2. Strona, która jest agresywna i pierwsza zacznie pomawiać tą druga osobę o różne rzeczy
    (na policji, w prokuraturze czy sądzie) wygrywa. Wprawdzie nie zawsze cała „wojnę”, ale na pewno wiele z „bitw”. Mój były mąż był w tym naprawdę dobry. Groził mi w sms, atakował w budynku sądu, nawet zakrzykiwał sędzię i w zasadzie to on prowadził sprawę.

Nie reagował NIKT. Ochrona budynku sądu, przypadkowi świadkowie, sędzia na sali sądowej – wszyscy woleli mu ustąpić. Sędzia nie raz wymuszała na mnie niektóre postępowania, tak, abym uległa pomysłom byłego męża i żeby było tak, jak on chce. Sąd zarzucił mi, że nie zawsze przyjmowałam postawę koncyliacyjną w celu rozwiązania sporów z byłym mężem, co godziło w dobro dzieci. No oczywiście, niech ofiara ustępuje tak dalece, jak tylko się da, nie broni się, nie wywołuje swoim zachowaniem jeszcze większej agresji drugiej strony.

Bo niestety większość ludzi woli mieć święty spokój. Nie chodzi mi o to, że oczekuję zbrojnej odsieczy, ale czasem warto by było, żeby takiego agresora ktoś chociaż spróbował powstrzymać. Cokolwiek mu wytłumaczyć. Niestety ale to ja tylko musiałam się tłumaczyć, absolutnie ze wszystkiego, o cokolwiek tylko oskarżał mnie były mąż. On nie musiał niczego – przez wiele miesięcy był „nietykalny”.

  1. Ostatnio często mówi się w mediach o tym, że według badań naukowców, brak ojca w życiu dziecka prowadzi do skracania telomerów w komórkach, a tym samym do gorszej ich regeneracji, a w efekcie skrócenia i pogorszenia jakości życia dziecka. Argument ten jest przytaczany przy okazji artykułów o prawach ojców do kontaktu z dziećmi, a w opozycji do tego, że matki te kontakty utrudniają. Nie znalazłam doniesień czy naukowcy badali, czy i jak skracają się telomery jak to matki w życiu dziecka zabraknie, ale fatalne moim zdaniem, jest szukanie takich „medycznych” argumentów na konieczność kontaktu z drugim rodzicem, a ignorowanie tego, jak ten „nieobecny” w życiu dziecka rodzic zachowuje się w stosunku do tego, który jest z dzieckiem „na stałe” i jak odnosi się do dziecka, gdy w końcu do tego kontaktu dojdzie. Zarówno moje dzieci, jak i kilku znajomych samotnych mam są manipulowane przez tatusiów. Moje dzieci przeszły istne piekło – z dnia na dzień zostały zabrane w obce dla nich miejsce i otrzymały zakaz rozmawiania i myślenia o matce. Do tego starsza była świadkiem przemocy w wykonaniu ojca i była przygotowywana do składania zeznań przeciwko mnie. Do tego ciągłe przeprowadzki (szukałam jej po Polsce) i ciągłe zmiany placówek edukacyjnych, do których i tak sporadycznie była prowadzana. W tym roku na Dzień Kobiet złożyła mi życzenia, że dziękuje mi, że może chodzić do szkoły i ma dom (wprawdzie ten „dom” to jeden pokój jak na razie, ale rozumiem, że czuje się w nim po prostu bezpiecznie).

Dzieci znajomych – wyzywają matki po powrocie od ojców, są agresywne, nie lubią już rzeczy, które lubiły, ciężko się z nimi rozmawia. Im więcej czasu upłynie od kontaktu z drugim rodzicem, tym dziecko staje się spokojniejsze. Słyszałam już nieraz o „zbieraniu” dowodów na rodzica opiekującego się dzieckiem na co dzień (w postaci telefonów i donoszenia, co mama robiła, z kim się spotkała, co mówiła, każdy siniak dziecko fotografowało i twierdziło, że matka się nad nim znęca).

Nie rozumiem powszechnie panującego w sądach trendu, że nie ma znaczenia jak rodzic odnosi się przy dziecku do tego drugiego rodzica i w jakim świetle go przedstawia, bo nie ma to żadnego przełożenia na jego zachowanie wobec dziecka. Czy aby na pewno? Przecież wyzwiska, kłamstwa, manipulacje, pogarda, „zbieranie” dowodów i angażowanie w to dziecka ma na nie wpływ. Moja córka na przykład PRZEPRASZAŁA mnie, za kradzież rzeczy z mieszkania, ale ona ich potrzebowała (były mąż, po zabraniu dzieci, pod moją nieobecność powynosił rzeczy z pozostającego we współwłasności mieszkania – dodam, rzeczy które kupiłam po rozwodzie, a więc stanowiły moją, a nie wspólna własność). Czyli dziecko wiedziało, że nie zabiera się cudzych rzeczy bez wiedzy właściciela, a pan tatuś już nie.

Policja zgłoszenia nie przyjęła i powiedziała wprost, że niczego szukać nie będzie.

Po 9 miesiącach separacji dziecka ode mnie, były mąż po prostu starszą córkę odwiózł. Była zalękniona i zachowywała się, jak wystraszone zwierzątko, jakby czekała że zaraz coś strasznego się wydarzy, może że dostanie karę (tłumaczyła dużo później, że to, że mówiła przez telefon, że mnie nie kocha i nie chce ze mną rozmawiać, nie było jej pomysłem, tylko ojca). I nie widział w tym nic złego, że skoro tyle miesięcy dziecko „urabiał” to może powinien to jakoś „odwrócić”?

  1. Spotkania z drugim rodzicem w obecności kuratora i sam nadzór kuratora niestety też nie rozwiązują problemów. Ja w trakcie postępowania chciałam nadzór kuratora bo młodsza córka była u mnie, a starsza u ojca. Finał był taki, że do mnie kurator przychodził a do niego nie, bo zmieniał miejsca pobytu. Sam kurator mi mówił, że nadzór bardzo często tak wygląda, że faktycznie tylko o jednej stronie są gromadzone sprawozdania, a o tej drugiej już nie (bo była nieobecna i nie można jej zastać, bo się wyprowadziła itd). I nikomu nie przeszkadza taki brak równowagi, że jedna strona jest kontrolowana i opisywana szczegółowo, a o drugiej nie wiadomo nic lub prawie nic. I niestety nikogo nie obchodzą obawy rodzica, że nie wiadomo co się dzieje z dzieckiem przebywającym z tym „nieuchwytnym” rodzicem, że zachowanie dziecka wskazuje, że jednak coś może być nie tak, że ten drugi rodzic jest uzależniony, agresywny, nie panuje nad sobą. Niestety jest to ignorowane i zbywane stwierdzeniem, że między stronami panuje konflikt.

             Moje osobiste doświadczenia wskazują, że sprawozdań kuratora, szczególnie jak nic nieprawidłowego się nie dzieje, nikt nie czyta... I ten kurator tak sobie przychodzi, przychodzi... Nawet niekorzystne dla którejś ze stron sprawozdanie, też sądy potrafią ignorować. Ja na przykład ze zdumieniem przeczytałam uzasadnienie sądu, że nie widzi on potrzeby realizacji kontaktów przez tatusia w obecności kuratora, bo jak takie spotkania miały miejsce w trakcie postępowania to tatuś „przyjmował bierną postawę wobec małoletnich a agresywną wobec kuratora, nie przeznaczając czasu na budowanie relacji z córkami”. No tak. Kurator też była kobietą. I dużo później przyznała mi się, że kilka razy zastanawiała się już tylko czy pan przywali jej, czy jednak mnie (w momencie gdy pojawiałam się po młodszą córkę).

  1. Od kilku psychologów, nie tylko ja, ale i moje znajome, usłyszałyśmy, że nie istnieje coś takiego, jak terapia dzieci. Że nie ma czegoś takiego, jak manipulacja dzieckiem i raczej sugerowano nam, że to my mamy problem ze sobą, a nie faktycznie coś się z dziećmi niedobrego dzieje. Wychodzi na to, że rodzic który widzi wyraźnie, że dziecko staje się narzędziem w rękach tego drugiego rodzica, że jego zachowanie się diametralnie zmienia, nie ma gdzie szukać pomocy. Bo przecież taki problem nie istnieje.

Mój były mąż miał na celu założenie szczęśliwej rodziny ze swoją nową partnerką, a ja miałam gnić w więzieniu. Zakazał mówienia i myślenia o mnie, starał się wymazać mnie z pamięci dzieci. Osiągnął odwrotny skutek – obie do tej pory bardzo przeżywają rozstania ze mną (młodszej nie było ze mną miesiąc, starszej – 9 miesięcy, od ponad roku znowu jesteśmy razem). Codziennie muszę obiecywać, że wrócę z pracy do domu, nie ma możliwości, że sobie niespodziewanie po prostu wrócę później. Dalsze wyjazdy muszę z nimi omawiać, tłumaczyć gdzie i po co, bo czują się niepewnie i na początku bez przerwy (teraz już rzadziej) pytają „czy teraz tu będziemy mieszkać”, „to będzie nasz nowy dom”? Muszę przytulać obie jednocześnie, chwalić jednocześnie, po równo poświęcać im uwagę, najlepiej w tym samym momencie. Kiedyś były typowymi „cygańskimi dziećmi”. Wystarczyło, że powiedziałam, że teraz zostają tu i tu, a ja przyjdę po nie kiedyś tam i zostawały. Robiły „pa, pa” i mam mogła sobie zniknąć. Teraz jest zupełnie inaczej.

  1. Rozumiem niezawisłość sądów i swobodę w ocenie dowodów, ale jeśli sędzia stosuje tą „swobodę” tylko w stosunku do jednej ze stron, całkowicie ignorując drugą, jeśli rozdziela rodzeństwa na czas trwania postępowania, wymusza na jednej ze stron określone zachowania, podpisywanie ugody w brzmieniu zadowalającym tylko jedną ze stron (najczęściej tą bardziej agresywną), grożąc w przeciwnym przypadku umieszczeniem dzieci w rodzinie zastępczej (tak było np w moim przypadku, nie mogłam na to pozwolić bo młodsza córka jest chora, a tatuś przez okres pobytu u niego nie podawał regularnie leku i stan dziecka znacznie się pogorszył, dla niej groziło to bardzo poważnymi następstwami) to jest to straszne. Stosowany jest nacisk i wiadomo, że rodzic, któremu bardziej zależy na dziecku w końcu „pęknie” i się zgodzi.

Znajoma, po takim podpisaniu wymuszonej przez sąd ugody, usłyszała, że „no, to sąd widzi, że państwo są jednak w stanie się dogadać!”. Dodam, że „jeszcze mąż” znajomej jest bardzo agresywnym alkoholikiem, jaki więc tym stwierdzeniem dostał przekaz? Że jak wymusza na „jeszcze żonie”, określone zachowania to nawet sąd to pochwala.

  1. Dla mnie straszne jest to, że w tym całym systemie tak naprawdę nikt nie dba o to głoszone wszem i wobec „dobro dziecka”. Każda instytucja działa tak, żeby jej było wygodnie. Policja nie przyjmuje zgłoszeń, prokuratura standardowo umarza, sąd nie czyta akt, często wybiera sobie „racje” jednej ze stron i pozwala jej na wszystko. A druga jest ustawiana na pozycji tego, który wszystko utrudnia i gdyby zaniechał swoich działań to wszystkim żyłoby się lepiej.
  1. Zdaję sobie sprawę, że temat jest trudny, wielowątkowy, pewnie tylko częściowo można zacząć inicjatywę „oddolną” w celu naprawienia systemu, ale uderzyło mnie kiedyś jeszcze jedno. Wszystkie programy poruszające temat opieki nad dziećmi, po rozwodzie, były prowadzone w opozycji – albo w stosunku do złych ojców, albo do złych matek utrudniających kontakty. Nie spotkałam jeszcze takiego, który poruszałby temat w sposób pokojowy – czyli co obie strony konfliktu mogą zrobić, żeby się porozumieć, co można zmienić w prawie/postępowaniu różnych instytucji, żeby uniemożliwić niektóre chociaż z zachowań rodziców, którymi tak naprawdę krzywdzą głównie dzieci.

Dzień dobry,

Zwracam się z ogromną prośbą o pomoc w naszej sprawie.

W kwestii małych dzieci (do 4 r.ż.) w Polsce naprawdę niewyobrażalnie trudno jest matce zagwarantować bezpieczeństwo własnemu dziecku, gdy w grę wchodzi molestowanie seksualne, bo prawo tylko teoretycznie broni dobra dziecka, jego bezpieczeństwa, ochrony zdrowia i życia.

W praktyce wcale tak nie jest, a wręcz zupełnie przeciwnie.

W ogólnym zarysie i wielkim skrócie nasza sytuacja (mojego synka i moja) wygląda następująco.

Dobro mojego dziecka, jego zdrowie fizyczne i psychiczne, jego rozwój i jego bezpieczeństwo jest nadal poważnie zagrożone ze strony jego ojca prawnego (niebiologicznego) oraz ze strony sędzi która daje przyzwolenie na krzywdzenie mojego dziecka przez jego ojca prawnego (krzywdzenie dziecka molestowanie seksualne).

Dziecku działa się ogromna krzywda, kiedy było pod opieką ojca prawnego.

Syn pochodzi z zapłodnienia in vitro z użyciem anonimowego dawcy nasienia.

Ja jako matka nie mam możliwości aby pomóc mojemu synkowi i zagwarantować mu bezpieczeństwo. Nie mam takiego prawa. 2 czy 3 letnie dziecko z mutyzmem wtórnym (nie mówiło w ogóle) nie było w stanie w sposób słowno-pojęciowy opowiedzieć co miało robione, co się mu działo gdy był na wizytach u ojca prawnego, a tego oczekuje prokurator.

Ja nie jestem w stanie pozwalać na kontakty dziecka z ojcem prawnym wiedząc że moje dziecko było przez niego krzywdzone, i czekać do czasu, jak to określiła pani Prokurator, aż dziecko będzie miało „rozerwany odbyt”.

Kontakty syna z ojcem prawnym rozpoczęły się, gdy dziecko miało 1,5 roku (po 0,5 rocznej przerwie w kontaktach, w której ten nie chciał się spotkać z dzieckiem).

Kontakty od początku po 8 godz., poza miejscem zamieszkania dziecka, bez obecności matki; dziecko wydawane było na siłę, wbrew swojej woli, z wielkim rozpaczliwym płaczem.

W wyniku kontaktów dziecka z ojcem prawnym dziecku uwsteczniła się mowa, zanikła. Syn przestał mówić całkowicie. Później u dziecka zdiagnozowano mutyzm wtórny.

W wyniku kontaktów stopniowo pojawił się cały wachlarz nienormatywnych zachowań i wiele zaburzeń u dziecka, m.in. masturbowanie się przez dziecko (już w wieku ok 2 lat), wkładanie palców w odbyt, samoistne otwieranie się odbytu, lęk i wycofanie społeczne i in. Dziecko musiało być tam zastraszane, a w późniejszym czasie musiało mieć podawane jakieś otumaniające i usypiające środki, na co wskazywał stan dziecka po powrocie. Często syn był oddawany przez ojca prawnego w stanie bardzo głębokiego snu, był bezwładny, nie można było go dobudzić, na nic nie reagował.

Stan syna pogarszał się stopniowo. Syn przestał mówić, zrobił się zalękniony, przestał sam spać w swoim łóżeczku, budził się po nocach z ogromnym płaczem, był roztrzęsiony, drżał. Miewał zaburzenia równowagi. Zrobił się zalękniony, wystraszony, wycofany, zamknięty w sobie; zrobił się rozdrażniony; pojawiły się wahania nastroju, pojawiła się niechęć do jedzenia, z czasem do tego stopnia że mógłby nie jeść wcale, nastąpiła kompletne utrata apetytu, były ogromne problemy żeby w ogóle jadł. Reagował bez wyraźnej przyczyny lękiem i płaczem na sytuacje/miejsca, ludzi które wcześniej dobrze znał/lubił; zrobił się niechętny do komunikacji, często smutny, wycofany, nie reagował na zadawane pytania, patrzył przed siebie w nicość; stracił zainteresowanie wieloma zabawkami, rysowaniem itp., zaczął bać się aparatu fotograficznego, nie chciał/ nie pozwalał robić sobie zdjęć, bardzo się temu sprzeciwiał, płakał, krzyczał. Po powrotach od ojca prawnego nie chciał dać, nie pozwalał sobie zmienić pampersa, nie chciał się dać przebrać w inne ubrania, nie chciał dać się rozebrać do kąpieli, nie chciał się kąpać, przy tym bardzo się temu wszystkiemu sprzeciwiał, trzymał kurczowo ubrania, wyrywał się, krzyczał, rzucał i rozpaczliwie płakał. Nie chciał siadać na nocnik. Zaczął wkładać ręce w spodnie, później też pod pampersa. Zaczął bez powodu ściągać spodnie (wtedy jeszcze używał pampersy). Nie chciał się dać przytulać. Bił siebie, bił/uderzał mnie, rzucił we mnie parę razy klockami. Zaczął chować się pod stolik, zwijać się w kulkę na podłodze, na ziemi, nagle bez powodu szedł do kąta, nagle zasłaniał rączkami pupę. Zaczął mu się samoistnie otwierać odbyt (zauważone podczas zmiany pampersa). Zaczął sobie wkładać palce w odbyt. Zaczął bawić się członkiem, masturbować się podczas kąpieli czy oglądania bajki. W późniejszym czasie wracał od ojca prawnego z bardzo głęboko nakremowanym odbytem tzn. krem/żel/lubrykant wciśnięty był do środka w głąb odbytu, a nie na pośladkach, okolicach odbytu jak to ma miejsce przy smarowaniu w celu przeciwodparzeniowym. Poza tym żel/ lubrykant nie stosuje się przeciw odparzeniom. Odbyt często też był mocno zaogniony, taki przesilony. W późniejszym czasie po powrotach od ojca prawnego dziecko narzekało, pokazywało że boli go odbyt, nie mógł usiąść bo go bolało. Ojciec prawny zaczął oddawać dziecko w stanie bardzo głębokiego snu, dziecko było bezwładne, nie można było go dobudzić, na nic nie reagował, nie było reakcji źrenic.

Nigdy, w żadnej innej sytuacji syn mi nie zasnął tak głęboko , nigdy dziecko nie było tak nieprzytomne jak po powrotach od ojca prawnego.

Syn po powrotach od ojca prawnego był w bardzo złym stanie psychicznym, emocjonalnym i fizycznym.

W wyniku kontaktów z ojcem prawnym u dziecka powstały różne zaburzenia zachowania i rozwoju emocjonalnego, społecznego i fizycznego. Rozwinęły się również objawy zespołu stresu pourazowego.

Zanim zaczęły się kontakty dziecka z ojcem prawnym u dziecka nie było żadnego z tych niedobrych, nietypowych, złych i strasznych zachowań, nie było żadnych zaburzeń.

Zanim rozpoczęły się kontakty rozwój dziecka, w tym rozwój mowy przebiegał prawidłowo.

Gdy rozpoczęły się kontakty dziecka z ojcem prawnym i zauważyłam pewne niepokojące zachowania u dziecka, udałam się z synem do psychologa-seksuologa. Seksuolog, do której cały czas uczęszczam z synem od tamtego momentu tj. od września 2014, na podstawie obserwacji dziecka, badaniu i przedłożonych dowodach przeze mnie (nagrania filmowe przedstawiające zachowania dziecka po kontaktach z ojcem prawnym; nagrane na prośbę seksuologa – filmy uznane przez Prokuraturę jako dowód w sprawie) zdiagnozowała molestowanie dziecka (maj 2016).

Wtedy założyłam sprawę w Prokuraturze i w Sądzie i od tamtego momentu kierując się dobrem dziecka, ochroną jego zdrowia i życia przestałam wydawać dziecko na kontakty.

W wyniku braku kontaktu dziecka z ojcem prawnym widoczny był stopniowy i szybki progres rozwoju mowy oraz rozwoju emocjonalno-społecznego. Zachowanie dziecka zaczęło wracać do normy.

Jeszcze gdy syn miał kontakt z ojcem prawnym, uczęszczał na zajęcia z logopedą. Jednakże terapia logopedyczna zaczęła przynosić efekty dopiero gdy zaprzestano całkowicie kontaktów dziecka z ojcem prawnym.

W wyniku powstałych zaburzeń syn dostał orzeczenie o niepełnosprawności. Ja opiekuje się i zajmuje synem, pomagam mu nadrobić zaległości i wyrównać deficyty.

Chociaż stan dziecka, jego rozwój, uległ nieporównywalnej poprawie odkąd dziecko nie ma kontaktu z ojcem prawnym, to jednak cały czas jeszcze borykamy się z wychodzeniem z pewnych zaburzeń, które powstały w wyniku kontaktów dziecka z ojcem prawnym. Syn nadal potrzebuje terapii logopedycznej, pomocy psychologicznej, terapii sensorycznej, terapii behawioralnej, fizjoterapii.

W czerwcu 2016 r. założyłam sprawę w Prokuraturze Rejonowej o podejrzenie popełnienia przestępstwa z art. 200 przeciwko prawnemu ojcu dziecka.

Prokuratura nie przeprowadzając rzetelnie i prawidłowo postępowania, nie ustaliła stanu faktycznego, nie rozpoznała całokształtu sprawy, nie wyjaśniła okoliczności sprawy, nie zebrała całości dowodów, umorzyła sprawę. Prowadzono sprawę w taki sposób aby ja umorzyć.

Mało tego Prokurator ignoruje fakty i dopuszcza się kłamstwa w wydanym postanowieniu.

Ponadto asesor Prokuratora, Pani prowadząca tę sprawę poleciła aby poczekać aż będzie „rozerwany odbyt” u dziecka.

Jeszcze wiele zastrzeżeń mogę wymienić wobec prowadzonej sprawy przez Prokuraturę.

Również w czerwcu 2016 r. założyłam sprawę w Sądzie Rejonowym o całkowite zabranie władzy rodzicielskiej ojcu prawnemu i wszystkich kontaktów z dzieckiem (proces w toku).

Od dnia założenia w/w sprawy nie wydaję dziecka ojcu prawnemu kierując się dobrem dziecka, ochroną jego zdrowia i życia. Za to jestem już ukarana grzywną.

Sędzia postanowiła że powody niewydawania dziecka są nieważne. Skoro nie doprowadziłam do sytuacji wydania dziecka to zostałam ukarana grzywną. Póki co mam zasądzone 5600,00zł. Następne przede mną.

Sprawą tą jak i wszystkimi sprawami, które dotyczą mnie czy dziecka w sądzie zajmuje się ta sama sędzia, która jeszcze bez zapoznania się ze sprawą ustosunkowała się do sprawy, nie próbując sprawy poznać ani wyjaśnić.

Od początku procesu bezpodstawnie preferuje ojca prawnego. Praktycznie sędzia od początku prowadzi proces tak aby niczego nie wyjaśnić, nie rozpoznać sprawy.

Sędzia wielokrotnie podkreśla swoje stanowisko, że najważniejsze dla niej jest aby zapewnić kontakty ojcu prawnemu z dzieckiem, bez względu na to co dziecku działo się u ojca, bez względu na to jakie skutki przyniosły spotkania z ojcem prawnym tj. powstały zaburzenia psycho-fizyczne, zaburzenia zachowania, zaburzenia rozwoju emocjonalnego i społecznego. To co działo się dziecku nie ma dla niej żadnego znaczenia.

Sędzia wciąż powtarza jak mantre że ojciec prawny ma prawo do kontaktu i to jest najważniejsze, bo jest wpisany w rubryczkę aktu urodzenia w pozycji ojciec, a to daje mu prawo do kontaktu bez względu na to jaką wyrządzał krzywdę dziecku.

Wiele przykładów mogę podać na błędne, nieprawidłowe działanie sędzi, na brak kierowania się dobrem dziecka, na brak chęci poznania i wyjaśnienia sprawy, na brak bezstronności sędziego, na działanie sędzi na szkodę dziecka, na istniejące zagrożenie dobra dziecka działaniami sędzi, np. ogólnie niektóre to m.in. wydawanie postanowień bez zapoznania się ze sprawą, zmanipulowanych, niezgodnych ze stanem faktycznym, przekręcanie, fałszowanie i przekłamywanie faktów w taki sposób, aby wymyślić i sporządzić decyzje wybraniające ojca prawnego. Fakty i dowody sędzia pomija. Dalece odbiegający od prawidłowego sposób przesłuchiwania mnie i moich świadków. Niesłuchanie i ignorowanie mnie i moich świadków. Lekceważenie problemu. Dyskryminacja mnie – matki i moich świadków. Zapis protokołu sądowego z rozpraw jest konstruowany i manipulowany. Dopiero po przesłuchaniu sądowej rejestracji audio ukazuje się iż zapis protokołu niesie inny przekaz, wypowiedzi mają inny sens, wypacza, pomija, przeinacza treść zeznań. I wiele innych.

Poza tym mogłabym również przedstawić wiele nieprawidłowości ze strony OZSS.

Bardzo dużo trzeba było wkładu pracy i wysiłku dziecka, mojego, moich rodziców i terapeutów aby pomóc dziecku, aby syn wrócił do normalności, aby wyrównał powstałe deficyty, aby zapewnić mu prawidłowy rozwój psycho-fizyczny, społeczny i poczucie bezpieczeństwa, aby dać mu możliwość pójścia w prawidłowym czasie do normalnej szkoły. Cały czas potrzeba jeszcze pracy. Do szkoły syn powinien pójść od września 2019r.

Ostatnio sędzia wydała postanowienie o wspólnej terapii dla dziecka z udziałem rodziców w poradni pedagogicznej aby dziecko nawiązało więź z ojcem prawnym, aby mogła odebrać mi dziecko i przekazać pod całkowitą pieczę rodzicielską dziecko ojcu prawnemu.

Sędzia jeszcze nie wydała wyroku, nie ustaliła stanu faktycznego, a oficjalnie mówi i pisze w postanowieniu że ma zamiar odebrać mi dziecko i przekazać je pod całkowitą pieczę rodzicielską krzywdzicielowi - ojcu prawnemu, niebiologicznemu, ponadto z którym jak ocenili biegli sądowi psycholodzy z OZSS dziecko nie ma w ogóle więzi, nie ma potrzeby spotykania się z nim ani poznania go, nie utożsamia go z ojcem, traktuje jak obcą osobę, jak pierwszego lepszego przechodnia z ulicy (po 2 latach braku kontaktu dziecko nie rozpoznało go).

Chociaż sprawa sądowa jest jeszcze w toku to o jej wyniku sędzia już powiedziała i napisała jednoznacznie.

Sędzia nie wyznaczyła biegłych sądowych w stosownym czasie, nie wyznaczyła badania dziecka przez biegłego seksuologa w stosownym czasie, czekała 2 lata ze zleceniem badania przez biegłych psychologów sądowych w OZSS licząc na to, że dziecko przez ten czas wszystko zapomni i że będzie dobrze reagowało na prawnego ojca. W kwietniu 2018 (badanie w OZSS) dziecko miało prawie 5,5 r.ż. i od dobrych 2 lat nie miało kontaktu z ojcem prawnym (do krzywdzenia i molestowania dochodziło między 1,5 a 3,5 r.ż.), przez 2,5 roku (od czerwca 2016) nie wyznaczyła badania materiału dowodowego przez biegłego seksuologa dziecięcego. Ostatecznie sędzia po 2,5 roku odrzuciła wniosek o badanie dziecka przez biegłego seksuologa i odrzuciła wniosek o badanie materiału dowodowego przez biegłego seksuologa dziecięcego oraz odrzuciła wniosek o badanie przez biegłych psychologów sądowych z OZSS pod kątem nadużyć seksualnych twierdząc że po takim czasie to już dziecko nie będzie nic pamiętać.

Jestem już zrozpaczona i bezsilna. Nie wiem już gdzie szukać pomocy, jak pomóc mojemu dziecku, jak go uratować.

Nie jestem w stanie pozwalać i zgadzać się na kontakty dziecka z ojcem prawnym wiedząc że moje dziecko było przez niego tak bardzo krzywdzone, widząc jakie zaburzenia przez te kontakty powstały u dziecka, nie jestem w stanie czekać do czasu, jak chciała pani Prokurator, aż dziecko będzie miało chociażby „rozerwany odbyt”. Nie jestem w stanie przyzwolić na krzywdzenie mojego dziecka nawet pomimo kolejnej kary grzywny.

Jak mam teraz chodzić na wspólną terapię dziecka z ojcem prawnym? Dlatego że sędzia usilnie chce aby dziecko nawiązało jakąś więź z ojcem prawnym bo sędzia z nieznanych, jakichś tylko jej znanych osobistych i subiektywnych pobudek chce odebrać dziecko matce i przekazać dziecko pod opiekę krzywdzicielowi.

Bardzo proszę o pomoc.

Jestem bezradna wobec instytucji, które zamiast mnie bronić, na każdym kroku gnębią mnie, krzywdzą i w sposób absurdalny uzasadniają swoje decyzje. 

Jestem mamą 4 letniego chłopczyka. Złożyłam pozew o rozwód z moim mężem, z nadzieją, że rozstaniemy się szybko, bez konfliktów, aby Synek ucierpiał na tym jak najmniej. 

Powód mojej decyzji był prosty. Męża praktycznie nigdy nie było w domu. Zawsze była praca, koleżanki z pracy, koledzy z pracy, jego pasje i hobby. Po urodzeniu Synka, nic się nie zmieniło. Mąż uciekał przed nami, przed domem... Ciągle jakieś piwa firmowe, wracanie o 5 rano, kac cały następny dzień.. nie potrafię zliczyć ile razy musiałam przekładać lekarza na inny termin, bo mąż nie był w stanie wsiąść za kierownicę, a mi nie pozwalał prowadzić naszego wspólnego auta. Stawał sie coraz bardziej obcy i agresywny. Podejrzewał mnie o zdradę, robił bezpodstawne awantury, wyzywał od szmat i kłamczuch. Potem przychodził i przepraszał, bo się pomylił, albo i nie przepraszał. Do awantur doszło używanie przemocy fizycznej. Zaczął mnie odpychać, popychać. Pomału zaczęło się to przenosić na Dziecko. Krzyczał, rzucał go na łóżko, na siłę sadzał po turecku. Nie potrafił cierpliwie czegokolwiek wytłumaczyć. Po dwóch ciężkich latach życia w stresie, doszłam do wniosku, że nie wytrzymam tego dłużej. Poprosiłam, aby się wyprowadził, co mąż zrobił.

Próbowaliśmy terapii, ale nie miała ona sensu, bo mąż kłamał przy mnie terapeucie, a poza tym jego celem było to, aby psycholog przytaknął, że on ma swoje życie i że ja też mam sobie znaleźć hobby. Co ważne podczas takich spotkań, pani psycholog zwróciła uwagę w jaki sposób wypowiadamy się o sobie, o naszej rodzinie. Z moich ust padało "my", z męża "ja".

     Gdy mąż napisał, że składa pozew o rozwód, umarłam wewnętrznie, bo liczyłam na to, że życie bez nas okaże się dla niego beznadziejne i jakoś to wszystko ułożymy.

Pozwu nie złożył... sytuacja się nie zmieniała.

Pozew złożyłam ja. Agresja męża nasiliła się. Odbierałam moje Dziecko z policją od niego z domu, bo nie odwiózł Dziecka o umówionej godzinie do domu. Kilka dni później pod naszą nieobecność wyłamał zamek w naszym mieszkaniu i wyniósł z niego nasze wspólne i moje prywatne rzeczy (w tym pamiątki rodzinne), wyczyścił z konta wszystkie odkładane dla Syna pieniądze (środki pochodziły ode mnie, mojej rodziny, jego i jego rodziny). Na moją prośbę o zwrot napisał mi, że sprzedał te rzeczy albo wyrzucił, a konto zlikwidował i środki są jego.

Po tym jak nie zgodziłam się podczas próby ugody naszych adwokatów na jego chore widzenia z Dzieckiem i zabieranie go na noce, zadzwonił do mnie i powiedział, że mam bać się o własne życie.

Oprócz pozwu o rozwód, złożyłam zawiadomienie o nękanie, kradzież, groźby karalne.. Opieszałość policji i uzasadnienie umorzenia postępowania były kolejnym ciosem. Nie dość, że umorzenie rozpoznanie sprawy i decyzja zapadła dużo później, wszystko ciągnęło się prawie pół roku, to jeszcze przeczytałam, że może działo się to za moją zgodą.

      Na pierwszej rozprawie rozwodowej, nie zgodziłam się na mediacje (z powodu gróźb karalnych), czym zepsułam plany wysokiego sądu na zamknięcie sprawy i włożenia jej do archiwum. Mąż pomimo tego, że miał bardzo rzadki kontakt z dzieckiem, dostał bardzo szerokie widzenia wraz z nocowaniem Syna u niego. Dziecko wraca przestraszone, mówi, że tata na niego krzyczał i że się "poryczał". Często nie chce iść na spotkania, płacze…

Piszę pisma, wraz z nagraniami, że dziecku dzieje się krzywda i jest cisza... biegły psychiatra wyznaczony został w odległej przyszłości....a moje prośby o przyspieszenie są ignorowane.

      W dniu wczorajszym miałam odczyt kolejnego wyroku, za zaległe alimenty, bo mąż do czasu zabezpieczenia alimentów nie łożył na utrzymanie dziecka. Sprawa została oddalona, ponieważ zeznałam, że zapewniłam Dziecku wszystko i niczego mu nie zabrakło (mówiłam, że wspierała mnie rodzina, u której pożyczałam pieniądze), a ojciec Dziecka twierdzi, że przekazywał środki w gotówce (co nie jest prawdą), ale sąd w to uwierzył - nie ma na to potwierdzeń!. Ja za to usłyszałam, że nie udokumentowałam tego, że ktoś mi pomagał.

      Czuję się bezradna, zgnębiona i zgnieciona. Ja ofiara muszę się bronić, bo nikt nie respektuje moich praw, nikt mnie nie słucha i nikt mi nie pomaga... Nie wiem jak mam bronić siebie i Dziecko skoro sąd wydaje się głuchy na moje każdorazowe wołanie o pomoc, o to, żeby nie niszczyć mojego dziecka i mnie...

Więc i ja dołączę i opiszę naszą historię.

Wraz z moją córką borykamy się z tą straszną sytuacją od połowy 2014 roku. Na początku ojciec zabierał Basię do naszego "starego mieszkania" wraz z nową partnerką. Córka po powrocie od ojca płakała, "że nowe dziecko zajęło jej pokój, jej łóżeczko, zabawki, rzeczy" których przecież nie mogłyśmy zabrać z mieszkania bo były mąż wymienił zamki w drzwiach.

Mimo wszystko przez długi czas wysyłałam córkę na spotkania z ojcem, po których wracała w bardzo złym  stanie psychicznym, płakała, krzyczała "ugotuje tatę w kotle, tam nikt się mną nie zajmuje, tato wychodzi tylko po to, aby palić papierosy, zmusza mnie do jedzenia rzeczy których nie lubię, mam siedzieć przy stole dopóki nie zjem czegoś co jest niedobre ..."

... Wakacje kolejnego roku - lipiec (pierwsze na które wyjeżdżała), dwa miesiące mojego namawiania wówczas 6 letniej córki żeby pojechała z ojcem, zapewniania że codziennie będziemy miały kontakt a tato na pewno ją przywiezie jeśli będzie bardzo tęskniła ... 10 minut po wyjeździe  z domu telefon Basi został wyłączony a były mąż przestał odbierać telefony i tak przez kolejnych 16 dni. 16 dni wieczności, nieskończoności, rozpaczy przede wszystkim Basi. Wróciła ... rzuciła mi się na szyje i powiedziała że nigdy więcej nie pojedzie, błagała abym więcej jej nie wysyłała, błagała z płaczem. Sierpień... zbliża się kolejny wyjazd do ojca na dwa tygodnie, przyjeżdża, Basia chowa się i z płaczem błaga, abym jej nie wysyłała. Ojciec wzywa policje, bo przecież "matka nie chce wydać dziecka". Policja przyjeżdża, stres dziecka rośnie, jednak panowie policjanci informują, że nie mają prawa wyrwać dziecka. Wrzesień, zbliża się weekend w ojcem, namawiam Basię, aby pojechała do taty. Jedzie, pod warunkiem, że czas spędzą u cioci, którą lubi. Tato obiecuje lecz kolejny raz oszukuje córkę... Powrót, już chyba nie musze opisywać szczegółów… Kolejny weekend, Basia spakowana ma pojechać do ojca, gdy on przyjeżdża Mała chowa się z przeraźliwym krzykiem i płaczem znów błagając o litość o to aby jej nie zmuszać...

Przez kolejny rok ojciec nie przyjeżdża, nie płaci alimentów, nie interesuje się dzieckiem... ale składa w sądzie wniosek o ukaranie mnie karą za niewydawanie dziecka, pomimo tego że nie przyjeżdża, nie kontaktuje się w tej sprawie. Oczywiście zostaje ukarana bo "przecież dziecko nie ma nic do powiedzenia, powinnam je zmusić i wysłać na siłę, wyrywać i przekazywać ojcu" Nie ma tu nawet znaczenia fakt, że ojciec nie przyjeżdża, to i tak jest moją winą.

Zagrożenie jest, ale ojciec nie pojawia się w ogóle w czas kontaktu! Nie pojawił się ani jednego razu w żadną wyznaczoną sobotę. Po roku zaczyna pojawiać się w szkole, "łapie" Basię (uczennicę 6 klasy) na przerwach, pomiędzy lekcjami, nie daje jej przejść, patrzą na to rówieśnicy, szepczą że znów tato Basi przyszedł, śmieją się z niej, ojciec szepcze jej "coś" do ucha. Basia wraca ze szkoły i leży do wieczora nie odzywając się do nikogo. Wieczorem prosi żebym zareagowała, prosi, aby jej pomóc bo sama nie potrafi sobie z tym poradzić, "mamo tato będzie na mnie krzyczał jak mu powiem, że nie chce, aby przyjeżdżał, boję się". Przez rok pozwalam na to, że może zawiążą jakiś kontakt, zbudują relacje, ale sytuacja się pogarsza, Basia jest w coraz gorszym stanie psychicznym, zaczynają reagować pracownicy szkoły z prośbami, aby rozwiązać sytuacje. Korzystam z pomocy psychologa, który wprost mówi, że to co robi tato Basi to przemoc, zarzuca mi że pozwoliłam na takie zachowanie i przez cały rok nie stanęłam w obronie córki. Fikcyjne spotkania w szkole mają jednak jakiś ukryty cel. Ojciec składa wniosek do sądu o zmianę kontaktów: kontakty z kuratorem (za którego ja miałabym płacić) ..., od piątku do niedzieli, miesiąc wakacji itd...

Na pierwszej rozprawie to na mnie krzyczy sędzina, "a co pani przeszkadza, że ojciec przychodzi do szkoły, czego ona ma się wstydzić? a co jak nie będzie chciała chodzić do szkoły to też jej pani nie puści, to pani rola w tym żeby dziecko pojechało" Nikt nie chce słuchać tego ,że ojciec wcale nie przyjeżdża, nie realizuje kontaktów, od dwóch lat ani razu nie pojawił się po Basię, spotkania w szkole mają charakter szczucia i zastraszania dziecka. A ojciec żeby dodatkowo nas zadręczyć składa zawiadomienia - donosy do każdej możliwej instytucji....

Bardzo szczątkowy opis całej sytuacji. Emocje biorą górę i nie jestem w stanie opisać najtrudniejszych dla nas scen, wielkiej niesprawiedliwości.

Jak matka z miłości do córki trafiła za kratki...
"Z miłości do córki za niemieckie kratki
Od ponad roku policja - tak zachodniopomorska jak i dolnośląska - poszukuje sześcioletniej dzisiaj Lary Karzelek. Poszukuje na wniosek ojca, mieszkającego obecnie w Berlinie. Tajemnicą poliszynela jest, że dziewczynkę ukrywa babcia. Mama Lary od maja br. siedzi w niemieckim więzieniu, skazana na ponad trzy lata pozbawienia wolności... za porwanie córki, desperacki krok spowodowany tym, że znikąd nie doczekała się pomocy. Wcześniej - do Niemiec właśnie - dziewczynkę porwał tata. W tej sprawie nic nie jest biało-czarne, wątków jest tutaj mnóstwo, oskarżeń obu stron - także. Pewne natomiast jest to, że mała potrzebuje obojga rodziców, normalnego życia."cały tekst

Poniżej list od jednej z naszych Dziewczyn, dla pokrzepienia serc, dodania otuchy. Dane zostały zmienione.

"Witam serdecznie.
Trafiłam na Państwa Stowarzyszenie dzięki artykułowi w Wysokich Obcasach.
Jestem samotną matką , wychowującą dwóch wspaniałych synów, obaj zakochani w piłce nożnej  
Moja historia, jak wiele innych, zaczęła się od wielkiej miłości. Z X najpierw byliśmy parą przez 8 lat. Pobraliśmy się w 2000 roku. Ja skończyłam już wtedy studia i pracowałam, a mąż uczył się - najpierw do obrony pracy magisterskiej, a potem do egzaminów na aplikację. Przez jakiś czas byłam więc jedyną żywicielka i utrzymywałam nas oboje. Mąż znalazł pracę w kancelarii, po skończeniu aplikacji założył własną. Ja w korporacji pięłam się po szczeblach kariery i awansowałam na stanowiska menadżerskie. Żyło nam się coraz lepiej. Najpierw kupiliśmy psa, zmieniliśmy mieszkanie na większe, potem postaraliśmy się o pierwszego syna. 2,5 roku później przyszedł na świat nasz drugi syn. Po porodzie trafiliśmy do szpitala. Potem, po miesiącu znów szpital i zapalenie oskrzeli, zagrożenie zapaleniem płuc. Nie muszę chyba dodawać jak było to poważne dla 1,5 miesięcznego maleństwa. W tym czasie starszym synem opiekowali się moi Rodzice, a mąż... no cóż, bardzo rzadko nas odwiedzał. Później powiedział, że nie chciał się przyzwyczajać do syna!!! bo lekarze mieli najczarniejsze przewidywania.
Potem było coraz gorzej. Mąż "zatracił się" w pracy (wtedy tak to widziałam). Wracał do domu o 20.00 i później. W weekendy, żeby rozładować stres, wyjeżdżał za miasto grać w golfa. Gdy prosiłam, żebyśmy razem we czwórkę spędzili trochę czasu, On proponował wspólny spacer z psem. Super...tylko że ja codziennie 3x chodziłam z dziećmi i psem. Proponowałam krótkie wycieczki, cokolwiek, ale wtedy mąż zawsze był zmęczony. Gdy młodszy syn miał rok, mąż wyprowadził się. Powiedział, że bardzo nas kocha, ale musi sobie wszystko ułożyć w "głowie", musi przemyśleć co dalej. Bardzo zabiegałam o Jego powrót. Nie przyjmowałam do siebie, że może kogoś mieć. W końcu najważniejsze były dzieci. Wracałam wtedy do pracy. Było mi bardzo ciężko. Wstawałam o 4.30 żeby przyszykować siebie, dzieci, wyjść z psem, porozwozić dzieci. Po pracy, z wywieszonym językiem, pędziłam po dzieci, zakupy, pies, przygotować posiłek, pranie, sprzątanie, zabawa z dziećmi, kolacja, kąpiel, czytanie bajek, usypianie, spacer z psem. Proszę wierzyć, nie miałam problemu z zasypianiem. Plus był taki, że byłam super zorganizowana.